Powolna ewolucja Google+

Tak się jakoś złożyło, że Google+ ma to nieszczęście, że musi konkurować z Facebookiem. Mówię o nieszczęściu, ponieważ od jakiegoś już czasu mam wrażenie, że Google+ nie odstaje za bardzo od Facebooka (jeśli patrzymy na te platformy z punktu widzenia przeciętnego użytkownika). Ba, dużo lepiej integruje się z YouTubem, Gmailem i kilkoma innymi usługami ze stajni Google… Co zatem sprawia, że Google’owi ciągle nie udaje się ożywić swojej cmentarnej społecznościówki?

Moje pytanie odpowiada w pewien sposób samo na siebie – ciężko jest bowiem tworzyć portal społecznościowy w opierciu o społeczność duchów. Obecnie wygląda to tak: Google stworzyło bardzo dobra infrastrukturę, z której nikt nie chce korzystać. Wygląda to tak, jakby dopiero co wybudowana autostrada A2 stała od roku pusta.

W związku z tym team Google zajmujący się Plusem postanowił przedstawić nam kilka nowości, które w dużej mierze sprowadzają się do dwóch feature’ów:

  1. Nowy wygląd całego serwisu – Google+ przypomina teraz trochę Pinterest, trochę aplikację mobilną Google+ znaną z tabletów – generalnie jest czytelnie, jest fajnie, dobrze się z tego korzysta. Wprowadzono też automatyczne tagi, które mają ułatwić użytkownikom znajdowanie postów, które dotyczą tematów, które ich interesują.
    Hangouty również doczekały się małego redesignu, który sprowadza się do tego, że Google Talk i Hangout to teraz jeden produkt. Swoją drogą dziwne, że inżynierowie Google nie wpadli na ten pomysł od razu.

    Nowy Google+

    Nowy wygląd Google+ zaprezentowany podczas Google I/O 2013

  2. Prawdziwym hitem jest jednak automatyczne poprawianie zdjęć podczas ich wgrywania na serwer. Już jakiś czas temu można było zauważyć, że Google+ w porównaniu do innych społecznościówek oferuje naprawdę bogaty zestaw narzędzi do poprawiania zdjęć, które wrzucamy na swój profil.
    W tej chwili cały ten proces zachodzi automatycznie w momencie wgrywania zdjęć do galerii. Google+ z automatu poprawi nasze zdjęcia, a następnie ułoży je tak by jak najlepiej się je oglądało (w sumie ciekawe na jakiej zasadzie jest to określane).Co to zmienia? Zmienia wszystko – nie znam osoby, która nie poprawiałaby w jakiś sposób swoich zdjęć przed wrzuceniem ich do sieci – po prostu każdy chce coś tam poprawić. W tej chwili dzieje się to wszystko w sposób magiczny. Słowo magiczny jest tu właśnie kluczem, bo w końcu okazuje się, że Google+ ma w sobie też coś magicznego, czego moim zdaniem brakowało.Jaki jest tego efekt? Ano taki:

    Zdjęcie poprawione przez algorytm Google+

Co się zatem stało? Google+ po raz pierwszy moim zdaniem w minimalnym stopniu jest miejscem, gdzie zachodzi magia – podobną magią dysponowało (a może nadal dysponuje) Apple – to magia sprzedaje tego typu produkty, a nie suche specyfikacje tworzone przez dział sprzedaży – czy Google’owi się uda i w końcu jego sieć społecznościowa odniesie sukces? Ciężko powiedzieć – w long term są na to szanse, ponieważ Google+ ma w końcu dwie rzeczy, które mogą przyciągnąć do niego użytkowników – Hangouts: magiczny komunikator, oraz Photos, które w magiczny sposób poprawiają jakość zdjęć.

Nie pozostaje nic innego, jak czekać na ruch Facebooka – myślę, że długo nie będzie pozostawał dłużny.

Social Media ROI

Przyznam, że od jakiegoś czasu coraz bardziej mierzi mnie fakt, że tak mało firm decyduje się na sprawdzenie zwrotu z inwestycji, jaki przynosi im obecność w social mediach. Okazuje się, że tak naprawdę większość firm i marek skuteczność swoich działań w social media mierzy za pomocą wskaźników takich jak: like’i, share’y, czy też retweety.

Przyznacie chyba wszyscy, że to nie do końca dobra droga, bo przecież wszyscy wiemy, że na koniec dnia liczy się czysty zysk, jaki nasz kanał social media  może nam wygenerować.

Czy zarabianie przez Social Media jest w ogóle możliwe?

Tak, jest to możliwe. Zobaczcie super Case Study Maggi:

Maggi Facebook Case Study

Brand Maggi pokazuje, że zarabianie poprzez kampanie na Facebooku, czy ogólnie w social media jest możliwe. Tego typu case’y dają nam wszystkim do myślenia – czy to co robimy jest w ogóle dobre i czy przenosi się w jakikolwiek sposób na biznes naszych klientów.

Dobrze byłoby gdyby każdy choć raz się nad tym zastanowił, bo w tej chwili niestety wygląda to tak, że większość działań w PL, to działania na chybił trafił.

Co zrobić by było ROI?

Ścieżki są dwie. Jedna wiąże się z obecnością kanału social w tzw. media miksie. Wtedy konieczne jest zrobienie poważnych badań ekonometrycznych, zbadanie wpływu kanału social na sprzedać i finalnie policzenie zysków, jakie social media nam wygenerował.

Druga ścieżka jest dużo prostsza (od strony technicznej). Brand na czas kampanii w kanale social mediowym rezygnuje z innych kanałów komunikacji – w ten sposób dane, które brand manager otrzyma na koniec miesiąca pokażą mu jasno jaki wpływ miała trwająca kampania na sprzedaż.

Oczywiście jak sami dobrze wiecie, druga ścieżka jest dużo trudniejsza, bo trzeba przekonać szefa i jego szefa, ale generalnie jak pokazują case’y z zachodu może się to opłacić. Moim zdecydowanym faworytem jest case Skittles:

Nie jest więc tak, jak wydaje się części speców od SM, którzy mówią, że social media to jedynie działania wizerunkowe – możemy tu również sprzedawać, ale by to zrobić potrzebujemy wejść w ten kanał w sposób zdecydowany i przemyślany, dzięki czemu będziemy mogli ocenić potem efekty naszych działań.

PS Świadomie uprościłem i pominąłem kilka innych alternatywnych ścieżek prowadzenia działań w social media takich jak np. performance ;)

Social zmienia rzeczywistość

Gdy zaczynałem pisać ten wpis moim założeniem było skupić się na jednym aspekcie: geolokalizacji i zmianach, które wniosła do naszej rzeczywistości. W między czasie MEC opublikował wideo, dzięki któremu pomyślałem, że w sumie temat, o którym chcę dziś napisać jest dużo szerszy i może faktycznie powinienem zahaczyć również o telewizję i zjawisko, które nazywamy Social TV.

Zacznę mimo wszystko od trendu, o którym oryginalnie zamierzałem pisać, czyli od geolokalizacji.

Geolokalizacja i zmiany, które wnosi w naszą rzeczywistość

Większość z Was lub mówiąc inaczej – większość z nas w swoim życiu skorzystała już z geolokalizacji. Mało jednak kto zastanowił się nad tym jak bardzo zmienia ona nasze życia. Ja po raz pierwszy pomyślałem o tym poważnie podczas tegorocznej majówki. Przez ostatnie lata korzystałem maniakalnie z serwisów typu foursquare, zaznaczałem swoją obecność tu i ówdzie. Szukałem informacji na Google Maps i Places, szukałem informacji na Facebooku – nigdy jednak nie traktowałem tych informacji, jako coś naprawdę przydatnego.

W tę majówkę znalazłem się w sercu Budapesztu. Oczywiście trasę do naszego hostelu mieliśmy już zorganizowaną wcześniej, więc tutaj nie było wielkiej konieczności korzystania z geolokalizacji. Taka konieczność pojawiła się pierwszego dnia po przyjeździe … Zadaliśmy sobie bowiem pytanie: “Gdzie możemy zjeść smaczne śniadanie?” i wiecie co?

Nie sięgnęliśmy po przewodnik – sięgnęliśmy po foursquare. W tym właśnie momencie zdałem sobie sprawę, że ja już nie umiem inaczej. Zmiany, o których mówię zachodziły we mnie dobrych kilka lat, ale obecnie nie mam już żadnej potrzeby kupowania przewodników, szukania map w sklepach etc. Po prostu są mi nie potrzebne.

Geolokalizacja oraz system rekomendacji miejsc sprawia, że pod ręką mam najświeższe informacje – zawsze.

Kilka lat temu powtarzałem jak mantrę – serwisy pokroju foursquare czy Gowalla (RIP) nie odniosą sukcesu na masową skalę. Teraz wiem, że myliłem się na maksa. Owszem może nie odniosą go w przeciągu roku, dwóch, ale w perspektywie 5,7, a może nawet 10 lat jest to naprawdę możliwe.

Ja już nie potrzebuję mapy, coraz więcej moich znajomych również. Młodsze pokolenie… nie będzie znało pojęcia standardowego przewodnika czy map. To jest rzeczywistość, w której żyjemy. Budapeszt zwiedziłem nie wydając złotówki na fizyczny przedmiot, który miałby mi w tym pomóc – miałem ze sobą jedynie telefon.

Oglądanie telewizji może być jeszcze zabawniejsze

Social TV to w tej chwili największa zagadka. Wielka szansa dla wszystkich. Dla mediów by zwiększyć jeszcze oglądalność swoich programów i seriali, dla reklamodawców szansa na wzrost sprzedaży. Problemem jest to, że gdy się człowiek zastanowi mało, jest tak naprawdę dobrych przykładów na to jak dobrze może wyglądać Social TV. Pomyślałem więc, że skupię się na dwóch aspektach tego zjawiska, opisując dwa konkretne przykłady tego, jak można coś w tej materii zrobić. Omijam przy tym cały aspekt tweetowo-facebookowy – wybaczcie, ale o tym będzie kiedy indziej.

Social TV z pozycji mediów

Powstaje wiele aplikacji, które mają napędzać ruch w stronę telewizorów. Istnieje bardzo prężnie rozwijająca się aplikacja i społeczność GetGlue, jest również Miso, które od jakiegoś czasu mam wrażenie trochę przycichło.

Paradoksalnie nie będę pisał o GetGlue, a o Miso, ponieważ to właśnie ten drugi gracz przedstawił pomysł na Social TV (pomysł ten ma już ok. 2 lat!), który moim zdaniem ma rację bytu.

Nie chodzi w nim bowiem o wszczepianie gdzie popadnie prostackiej grywalizacji (chociaż to również jest tu obecne). Koncepcja Miso Sync zakłada, że nasz telefon/tablet jest naszym towarzyszem w czasie oglądania filmu/serialu, który dostarcza nam dodatkowych faktów/rozrywek bezpośrednio łączących się z oglądanym przez nas show. W ten sposób oglądając np. serial True Blood możemy uczestniczyć w różnych quizach, zagadkach, możemy w końcu poznawać nieznane przez nas wcześniej fakty odnośnie aktorów, zapisywać warte zapamiętania cytaty, etc. – wszystko w towarzystwie naszych znajomych z Facebooka i Twittera.

Dla mnie to jest prawdziwa bomba, dlatego dziwię się, że Miso obecnie przycichło i oddało trochę pierwsze skrzypce GetGlue.

Takich pomysłów na to jak napędzić ludzi przed telewizory będzie coraz więcej, chociaż to co robi Miso zdaje się być jakimś kierunkiem, w którym będzie ta działka zmierzać – jak będzie w rzeczywistości? Ciężko powiedzieć.

Reklama z drugim dnem

Tu prym wiedzie koncepcja, która jest prosta jak budowa cepa. Oglądanie reklam w TV nie musi ograniczać się do biernej konsumpcji reklamy – może wychodzić poza nią.

W ten sposób np. przy użyciu aplikacji Shazam możemy w trakcie trwania reklamy przejść do specjalnego minisite’u, na którym zapiszemy się chociażby na jazdę próbną, odbierzemy kupon promocyjny, etc. Generalnie nic skomplikowanego, a długo trzeba było czekać na tego typu akcje. W tej chwili mamy już za sobą kilka tego typu akcji w Polsce. Za pierwszą odpowiadał MEC – jak to wyglądało możecie sprawdzić sami (mam nadzieję, że tag na Shazamie jeszcze działa).

Czy jest to główny core kampanii? Nie. Czy jest to coś fajnego, co wzbogaca reklamę TV – zdecydowanie tak. Mam nadzieję, że w niedługiej przyszłości coraz więcej kampanii telewizyjnych będzie w ten sposób linkowane z internetem. W końcu czy ktoś z Was kiedykolwiek przepisywał adres jakiejś strony www z ekranu telewizora? Ja nie. Dzięki Shazam możecie odwiedzić taką stronę, kupić reklamowany produkt, etc. bez wpisywania nawet jednego słowa w wyszukiwarkę. Proste? Proste.

Podsumowując ten krótki tekst – nasza rzeczywistość zmienia się w strasznie szybkim tempie. By to dostrzec potrzebujemy się na chwilę zatrzymać i zastanowić – czy faktycznie coś się zmieniło. Ja to już wiem. Zmieniło się naprawdę wiele…

Jak dobrze wykorzystać nowe medium?

To pytanie zadają sobie wszyscy. Zadają je sobie pracownicy agencji, mediowcy i w końcu marketerzy po stronie klienta. Czym jest nowe medium? Nie jest nim na pewno Facebook, bo tu już mam wrażenie są wszyscy, nawet ci, których nie powinno tam być (a oni tam jednak są ;)).

Nowe medium, to niszowy portal społecznościowy, który jest na tzw. fali wzrostu – rośnie tam ruch, usługa robi się coraz bardziej popularna – generalnie widać, że warto tam być, ale nikt nie wie dlaczego, po co, i w jaki sposób.

Dobrym przykładem na to, że istnieje ten problem jest zeszłoroczny boom na Pinterestwszyscy tam chcieli być, nikt nie wiedział czemu i po co. Skończyło się na tym, że polskie marki tworzą tam swoje miasteczka duchów, a użytkownicy zajmują się dalej wyłącznie sobą i swoimi sprawami.

W tym roku mamy kolejnego, nowego gracza na rynku – aplikację Vine (dostępna na iOS, wersja na Androida jest w drodze), która umożliwia robienie, krótkich, 6 sekundowych materiałów wideo. Można powiedzieć, że to taki Instagram dla maniaków kręcenia filmów telefonem komórkowym. Dla łatwiejszego zrozumienia idei mam mały film:

Okazuje się jednak, że nie tak łatwo jest wejść na Vine. Nie tak łatwo jest wymyślić sposób na angażujące 6 s filmu wideo. W czym tkwi problem? W pomysłach? Myślę, że nie.

Jeśli Wy też w tej chwili macie 100 różnych pomysłów na to co można zrobić na Vine, to witajcie w klubie. Problemem zatem nie są pomysły na krótkie akcje, problemem są strategie obecności w danym kanale social mediowym. Szczerze, to poza Facebookiem, Twitterem i może YouTube nie ma za wielu przemyślanych strategii obecności marek – mówimy tu przez cały czas o rynku polskim.

Przeszkodą nie jest bowiem pomysł, nie jest brak kampanii, które można by zaadaptować. Problemem jest pytanie, które zadają sobie dosłownie wszyscy “I co dalej?”, “Jakie będziemy mieli z tego korzyści?”. W ten też sposób wracamy do podstaw – po co jesteśmy w  social mediach? Jakie mamy z tego korzyści?

Myślę, że naprawdę mało marek potrafi dobrze odpowiedzieć na te pytania, a są to pytania, na które już niedługo wszyscy będziemy musieli znać odpowiedź – po co tak naprawdę jesteśmy  w tych całych soszjalach.

Jak obserwuję czasem, co niektóre marki wyprawiają na swoich fanpage’ach, to odnoszę wrażenie, że przez cały czas, większość osób odpowiedzialna za komunikację w internecie, biega jak dzieci we mgle – niestety….

Czy da się sprzedawać w SM? Da się. Czy da się zrobić dobrą promocję w społecznościówce, która dopiero startuje? Da się. Pokazał to Disney:

 

Postawię tutaj dużą kropkę. Myślę, że teraz powinniśmy się wszyscy zastanowić nad zwrotem jaki był z tak prostej wrzuty.

Moim zdaniem zwrot był ogromny. Oczywiście Disney wykorzystał do promocji swojego sneak peek z Wolverine The Movie kanał owned, z którego już wcześniej korzystał – konto na Twitterze, ale sami przyznacie, że buzz, jaki wynikał z dobrej egzekucji nowego medium przez brand  był ogromny.
Pisali o tym wszyscy, jarali się tym social ninjas od Rio po Moskwę, podniecili się brand managerowie. A fani filmu? Dostali po prostu fajny tweet, którym chętnie się dzielili, a przecież o to właśnie w tych całych social mediach chodzi. O dzielenie się emocjami.

Pomyślmy zatem w przyszłości o tym, co nasze pomysły na super gry i konkursy przynoszą ludziom i czemu chcieliby się tym dzielić ze znajomymi, a wszyscy odniesiemy sukces – nie zależnie od tego czy medium, w którym postanowimy działać jest nowe, czy też stare.

Jak powinien wyglądać dobry Community Manager?

Wiele razy spotkałem się problemem, który można określić jako “Potrzebujemy kogoś do zrobienia tego Facebooka!” – kolejny krok po takim zdaniu zawsze wygląda tak samo. Ktoś robi ogłoszenie, ktoś na nie odpowiada. Ktoś zostaje zatrudniony. Często jednak wygląda to tak, że pracodawca nie do końca wie, jakie cechy/zdolności dobry Community Manager powinien posiadać. Stąd mój wpis, w którym postaram się jak najlepiej przekazać moją wizję dobrego człowieka od soszjalów.

1. Dobry Community Manager musi lubić siedzieć przed komputerem

Niby to oczywiste, ale szczerze mówiąc wiele razy widziałem takie sytuacje, w których ktoś nie dowoził  ponieważ nie mógł już wytrzymać przed ekranem komputera (lub innego urządzenia). Myślę, że warto powiedzieć coś szczerze: zarządzanie społecznościami to ciężka praca, która wymaga od nas praktycznie ciągłej gotowości , co w dużej mierze sprowadza się do setek godzin, podczas których jesteśmy wpatrzeni w monitory naszych komputerów. Cóż, trzeba to lubić. Jak tego nie lubisz, to nie ma co w tym temacie startować.

2. Community Manager powinien znać trendy w SM

Niby znowu oczywiste, ale ile razy widziałem sytuacje, gdy tej pracy próbowały osoby, które po prostu przesiadywały godzinami na Facebooku, a tak naprawdę trendami, czy też ogólnie Social Mediami nie interesowały się wcale. Żeby dobrze zarządzać tłumami trzeba znać trendy, trzeba wyprzedzać społeczność, znać odpowiedź na każde nawet najgłupsze/najtrudniejsze pytanie. To sztuka, której można się nauczyć, ale trzeba chcieć. Wraca więc, coś co pojawiało się już w poprzednim punkcie – pasja, która w tym wypadku jest słowem kluczem, bo gdy ktoś jest pasjonatem, to śledzi również trendy, a może sam je też tworzy (takich można policzyć na palcach jednej ręki).

3. Community Manager powinien być odporny na stres

To chyba najbardziej wyświechtane stwierdzenie. Prawie każde ogłoszenie o pracę posiada taki zapis… Niestety okazuje się, że jest to jedna z ważniejszych cech przyszłego Community Managera – o kryzys w social mediach bardzo łatwo (zwłaszcza w Polsce, gdzie ludzie kochają bić kogokolwiek), dlatego osoba, która zamierza próbować sił w tej działce powinna być odporna na wszelkie rodzaju stresujące sytuacje. Community Manager, któremu puszczają nerwy to zły Community Manager. Koniec, kropka.

4. Narzędzia, narzędzia, narzędzia

Chcesz działać efektywnie? Poznaj dostępne na rynku narzędzia. Nie mówię, że są idealne, ale warto wiedzieć, co w trawie piszczy. Bardzo cenię osoby, które potrafią skorzystać z tego co jest dostępne na rynku. Narzędzia pokroju Buffer, HootSuite, sotrender w dużej mierze ułatwiają zarządzanie profilami, więc czemu z tego nie skorzystać. Owszem gdy prowadzi się jeden fanpage na fejsbuniu, to korzystanie z takiego HootSuite wydaje się przerostem formy nad treścią, natomiast przy 10-20 stronach, kanałach na YouTube, Google+, etc. osoba zarządzająca potrzebuje narzędzia, dzięki któremu w szybki i prosty sposób ogarnie taką masę.

5. Punktualność jest w cenie

Żyjemy w czasach, w których wszyscy się spóźniają. Sam się czasem spóźniam (nie cierpię się spóźniać), ale gdy to robię to jest mi na maksa głupio i czuję się źle. Community Manager to osoba, na której można polegać, która jest zawsze na czas, na której reakcję nie trzeba czekać. Jeśli zdarza Ci się olewać niektóre obowiązki zapomnij o tej pracy. Serio, nie warto marnować swojego czasu i czasu innych ludzi z Twojego zespołu. Naprawdę nie ma nic bardziej irytującego niż CM, który po prostu znika na 2 godziny, a potem wraca i udaje, że się nic nie stało. Jeśli ktoś się czuje teraz dotknięty tym co piszę, to odsyłam do punktu 1 tej notki. Zarządzanie społecznościami w internecie to ciężki kawałek chleba i trzeba to po prostu lubić.

6. Sprawdzaj każdą odpowiedź dwa razy

Błędy, literówki,  babole. To zdarza się każdemu. Znając życie w tym tekście 20% zdań ma błędy składniowe, popełniłem kilka gaf ort., itd. Na szczęście jest to mój blog, a nie blog Klienta, nie jest to tez strona na Facebooku, czy profil na Twitterze. Tam, mój drogi Community Managerze musisz skupić się podwójnie, polecam słownik języka polskiego, słownik synonimów i kilka innych książek, w które warto się zaopatrzyć pracując w tym zawodzie. Członkowie Twoich społeczności oczekują, że język, którym będzie się posługiwał będzie nienaganny – nie mówię tu o stylu wysokim, mówię jedynie o braku literówek i przecinkach. Tego typu proste rzeczy są niestety często pomijane, często przez nieuwagę. Jeśli nie lubisz czytać swoich 120 znaków po 6 razy to zapomnij o tej robocie, bo prędzej czy później popełnisz błąd, z którego ciężko będzie się wykręcić.

7. Najważniejsze są drobiazgi

We wcześniejszych punktach wymieniłem tzw. oczywistości. Wiadomo, że praca to praca, że trzeba być punktualnym, skrupulatnym i odpowiedzialnym. Najczęściej na początku kariery zawodowej w tym fachu przeciętny Community Manager przykłada się, daje z siebie 200%.

Po kilku latach, a czasem nawet miesiącach, następuje jednak kryzys – coś w człowieku pęka. Community Manager zaczyna wtedy zapominać o drobiazgach, o takich malutkich szczególikach, które składają się na tzw. “mission accomplished”. Te małe grzeszki potrafią nie wyjść przez pół roku, a nawet rok, ale uwierzcie mi powolutku drążą dziurę w skale, którą wcześniej udało Wam się zbudować, dlatego jeśli macie już dość pracy z danym projektem powinniście zrobić sobie od niego przerwę, nabrać dystansu i wrócić do pracy z pełnią sił. Nie ma nic gorszego niż te małe grzeszki, mówię Wam, nie ma nic gorszego.

Jak więc wygląda zarządzanie społecznością? To ciężka praca, która niektórym wydaje się permanentnymi wakacjami. Tak nie jest, więc jeśli chcecie pracować w tym fachu dobrze się nad tym zastanówcie czy macie odpowiednią ilość sił i zapału. W końcu na koniec dnia możecie być postrzegani właśnie tak ;)

Social Media Manager