Case Study, Refleksje

O sile insightu – Prince Polo

Generalnie bardzo rzadko zdarza się, że widzę coś w polskim marketingu, co budzi mój podziw. Prince Polo to się udało. Ktoś kto odpowiada za najnowszą kampanię z Gunnarem w roli głównej zasługuje na jakąś nagrodę (coś cichutko jest o agencji, która maczała przy tym palce).

W każdym razie ten case pokazuje jak ważny  jest w marketingu i reklamie insight, z którego można czerpać całymi garściami, bo czy ktoś z Was wiedział, że Prince Polo jest równie kultowe na Islandii co w Polsce?

Myślę, że nikt, ale ten insight daje marce szanse do opowiedzenia mega ciekawej historii, która przełoży się na 100% na zaangażowanie konsumentów i w końcu na sprzedaż. Ciekaw jestem jakie będą wyniki kampanii, która dopiero ruszyła. Wiem jednak, że trzeba przyglądać się jej uważnie.

sig_szmaciek

PS Oczywiście są rzeczy, które bym zrobił inaczej, ale mimo wszystko insight, na którym oparta jest kampania to level full pro.

Zwykły wpis
Refleksje

#PSBV – czyli pomieszanie z poplątaniem

Polskie Stowarzyszenie Blogerów i Vlogerów

Staram się nie poruszać takich tematów, staram się nie wypowiadać na temat polskiej blogosfery, ale czasem po prostu nie mogę.

O samym stowarzyszeniu nie wiemy praktycznie nic , nikt nie wrzucił do sieci nawet jednego, najmniejszego konkretu. A jak nie ma konkretów, to wiadomo na czym się to skończy – na niczym (w sieci dosłownie wczoraj pojawił się statut + kilka postulatów, z których niestety nie wiele wynika). Ponieważ pomyślałem, że warto jest w związku z tym odnieść się do całej sprawy i kilka słów na temat blogosfery z siebie wypuścić, wpadłem na pomysł, że może dam kolegom blogerom kilka dobrych rad, z których skorzystają lub nie.

Co zrobić, by jako blogera traktowano mnie poważnie?

1. Profesjonalizm. Nie mam tutaj na myśli jakiegoś pseudo zadęcia, ale totalne podstawy takie jak: terminowość, słowność, bycie w kontakcie itd. Generalnie wiele razy spotkałem się z tym, że wyglądało to tak jakby reklamodawca na siłę chciał danemu blogerowi zapłacić, a ten robił wszystko, by wynagrodzenia nie otrzymać, podczas gdy już dawno temu zadeklarował się do różnych aktywności.

2. Słowność, owszem to słowo pojawiło się wcześniej, ale myślę, że zasługuje na kilka zdań uwagi. Jako blogerzy jesteśmy niezależni – to prawda, ale nie zmienia to faktu, że jeśli robimy coś profesjonalnie to powinniśmy traktować wszystkie nasze zobowiązania poważnie. Wystarczy, że trzymamy się terminów, do których się zobowiązaliśmy – that’s it.

3. Podatki, prawo, obowiązki obywatelskie ;) – tyle się mówi, że całe to zakładanie stowarzyszenia to taka nasza, mała demokracja. Ok – ja to kupuję, generalnie fajny pomysł i w ogóle. Myślę jednak, że stowarzyszenie nie ma sensu bez szerszej edukacji, która będzie wychodziła tak naprawdę poza ramy członków stowarzyszenia. Przykład? Mało który bloger wie jak powinien wyglądać regulamin konkursu, nikt chyba nie wie czy odprowadzać podatki od nagród, prezentów, itd. To jeden z najbardziej lajtowych przykładów jakie przychodzą mi do głowy, a uwierzcie mi, że są też przykłady z życia wzięte, przez które mogą zjeżyć się włosy na plecach. W real life 3/4 rzeczy, które dzieją się w blogosferze jest niedopuszczalna i najzwyczajniej w świecie w normalnej sytuacji nie ma miejsca, lub stanowi margines.

Tak pokrótce wygląda to z mojej perspektywy – nie zrozumcie mnie źle. Ja się jaram blogosferą, sam zakładałem z milion różnych blogów, pisałem, nagrywałem nagrywam podcasty, itd.

Wydaje mi się jednak, że stowarzyszenie nie jest odpowiedzią na problemy dzisiejszej blogosfery – może nią być Blog Forum Gdańsk 2014, na którym pojawiłyby się prelekcje na temat profesjonalizacji zajęcia, jakim jest blogowanie. W tej chwili wygląda to niestety tak, że powstaje nowe kółko różańcowe, które nie do końca blogosferze pomoże otworzyć się na zewnątrz, a wręcz przeciwnie sprawi, że blogerzy będą się jeszcze mocniej odcinać od otaczającej ich rzeczywistości.

sig_szmaciek

Zwykły wpis
Refleksje, Trendy

Social Media w Real Life

Od jakiegoś czasu jestem mocno znużony tym, jak wygląda komunikacja social media w Polsce. Ciągle powstają kolejne konkursy, ciągle staramy się wpleść gdzie popadnie QR kody oraz inne tego typu rozwiązania.

Brakuje nam natomiast przykładu, który w jasny sposób pokazywałby co można zrobić dla przeciętnego zjadacza chleba, by żyło mu się lepiej. W jaki sposób sprawić, by zwyczajny Facebook odegrał w czyimś życiu trochę większą rolę niż zwykły portal z konkursami.

Mam wrażenie, że podczas mojego urlopu w Barcelonie znalazłem taki przykład.

Soundrop – szafa grająca dla każdego

Zacznę od tego o czym będzie ten wpis. Soundrop to aplikacja integrująca się z popularnymi usługami muzycznego streamingu tj. Spotify czy Deezer. Soundrop jest dostępne zarówno na Desktop, jak i Mobile (iOS/Android).

Soundrop

Jak to działa? Całość jest banalnie prosta. Powiedzmy, że interesuje nas muzyka folk albo electro. Znajdujemy odpowiedni kanał i dołączamy do niego. W chwili gdy znajdziemy się już w jakimś kanale od razu możemy zacząć oddawać głosy na piosenki, które naszym zdaniem powinny polecieć jako następne. Proste? Proste!

Wydawać by się mogło, że koncept jest prosty, i że nie wypłynie poza pracowników agencji reklamowych oraz korporacji z dużych miast, którzy korzystają  ze Spotify głównie w pracy. Nie można się jednak bardziej mylić, ponieważ właśnie Barcelona pokazała mi, że siła social media ciągle potrafi to i owo.

Barcelońskie szafy grające XXI w.

Po przyjeździe do Barcelony praktycznie od razu znaleźliśmy się w knajpce (w sumie to ciężko było ją ominąć, bo mieliśmy w niej codziennie rano śniadanie za free), w której mój wzrok przykuła ulotka, z której można było się dowiedzieć, że każdy klient restauracji, w której siedzimy, dzięki Soundrop może zadecydować, jaki kawałek ma polecieć jako następny.

Soundrop

Tak wyglądała wspomniana wcześniej ulotka

Nawet nie wiecie, jak się ucieszyłem. Dzięki temu mogłem przy śniadaniu posłuchać Gossip, czy też puścić singiel Tomka Makowieckiego szerząc trochę naszej polskiej kultury wśród przyjaciół z Hiszpanii.

Pomyślałem wtedy, że właśnie o takie social media walczyłem. Pomyślałem, że jeszcze jest dla nas szansa na marketing społecznościowy z prawdziwego zdarzenia. Obawiam się jednak, że nie wyjdzie on od tych największych, pokażą nam to wszystko właściciele małych sklepów i gastronomii.

Jakie są z tego wszystkiego wnioski? Mamy się ciągle czego uczyć i może nie zawsze warto patrzeć na największych, bo często ci najmniejsi mają o wiele więcej do powiedzenia. Social media to w końcu media społecznościowe.

sig_szmaciek

Zwykły wpis
Nie na temat

W końcu coś wygrałem: Republika Kaktusa

Powiem Wam szczerze – minął już ponad tydzień od rozdania nagród Mixx Awards 2013 a ja nadal pamiętam jak bardzo się jarałem tamtej nocy.

Miło zobaczyć, że ciężka praca i zaangażowanie może zostać docenione przez nie tylko naszych klientów, ale również przez branżę.

Co tu dużo gadać – udało mi się wygrać Mixxa w kategorii Marketing Społecznościowy z czego jak już pisałem wcześniej mega się cieszę.

Nie przedłużając zbytnio kończę ten “autopromocyjny” wpis i mam nadzieję, że już wkrótce znajdę jakiś ciekawy temat do opisania na tym blogu – przymierzam się do kilku zdań na temat VOLVO.

Tymczasem,
Maciek

Zwykły wpis
Refleksje

Windows 8.1 i Facebook

Facebook na Windows 8

Microsoft rozpoczął wczoraj swoją kilkudniową konferencję dla developerów //build. Jednym z kluczowych punktów programu (jeśli nie głównym punktem) była prezentacja nowej wersji Windows 8 przez geeków zwana Windows Blue, czyli Windows 8.1.

Microsoft poza wieloma ulepszeniami w swojej ostatniej wersji systemu operacyjnego potwierdził również dwie dodatkowe informacje. Na Windowsa zmierza Flipboard oraz tytułowy Facebook w formie aplikacji Modern UI.

Wiecie czemu o tym piszę i uważam to za ważne? Otóż po raz pierwszy mamy do czynienia z prawdziwą desktopową aplikacją do obsługi Facebooka, stworzoną przez Facebooka.

Owszem Mark Zuckerberg będzie pewnie tłumaczył, że tak naprawdę powstanie aplikacja na tablety, ale Windows 8 to system na tyle otwarty, że z aplikacji do Facebooka będą mogli korzystać tak naprawdę wszyscy.

Można zatem odnieść wrażenie, że Facebook dość drastycznie zmienia swoją strategię – najpierw pojawiła się aplikacja na iPada, teraz PC i tablety z Windows 8 – czy to coś zmieni?

Osoby zakochane w Modern UI pokochają pewnie nową aplikację, ja będę z niej korzystał pewnie sporadycznie jako ad-hocowy sposób na sprawdzenie fejsika. Interesuje mnie również możliwość otrzymywania powiadomień push, które wyświetlałyby na kafelku w menu start.

Serio… jestem ciekaw jak to będzie wyglądało. Takiego newsa się nie spodziewałem.

Zwykły wpis
Refleksje

Instavine, czyli kilka słów o Instagram i Vine

Jakiś czas temu w tekście “Jak dobrze wykorzystać nowe medium?” wspomniałem o innowacyjnej aplikacji służącej do nagrywania krótkich filmików wideo Vine. Minęło kilka tygodni, a na horyzoncie, a raczej w app store ;) pojawił się nowy gracz w tym młodym segmencie – Instagram.

Wideo i Instagram, ale jak to!?

Nie wiem jak Wy, ale ja od jakiegoś czasu odnosiłem wrażenie, że Instagram jest już kompletnym produktem, który stoi w miejscu. W końcu poza zmianami w UI aplikacja nie odnotowała, jakiś większych zmian, które znacząco wpływałyby na użytkowanie aplikacji.

Pamiętam, jak na Instagramie pojawił się efekt tilt-shift - miałem wrażenie, że zmienia się historia. Pojawiło się oznaczanie znajomych na zdjęciach? Od kolejna funkcjonalność, którą wymusił na zespole wielki brat (Facebook).

W między czasie pojawił się Vine, który okazał się pierwszą aplikacją wideo, która dobrze sobie radzi. Minęło kilka miesięcy i Vine stał się aplikacją numer 1 jeśli chodzi o ilość contentu share’owanego na Twitterze.

Źródło: digitaltrends

Vine wygrało z Instagramem, który do momentu kupna przez Facebooka radził sobie bardzo dobrze również w ćwierkającej społeczności.

No dobra. O czym zatem jest ten wpis? O tym, że bycie innowacyjnym nie zawsze popłaca. Vine ma obecnie silnego konkurenta. Kogo? Instagram. Zresztą zobaczcie sami.

Instagram oferuje to samo co Vine, ba oferuje nawet więcej.

  • Możemy do naszych filmów dodać jeden z kilkunastu filtrów (znak rozpoznawczy Instagram),
  • możemy wybrać klatkę, która będzie reprezentowała nasze wideo, no i wreszcie…
  • możemy nagrać troszkę dłuższy film niż na Vine.

To co jest jednak najważniejsze. Instagram nie musi budować bazy użytkowników – on ją po prostu ma. To jest coś czego nikt nie może lekceważyć, a już na pewno nie mogą lekceważyć tego twórcy Vine.

Czy Instavine jest lepsze?

Moim zdaniem nie. Vine oprócz możliwości nagrywania krótkich filmów wideo, stworzyło społeczność, która na Instagramie raczej się nigdy nie wytworzy. Po prostu Instagram będzie miał kolejną fajną funkcję, dzięki której przekona do siebie nieprzekonanych. Ja, jak pewnie kilka set tysięcy innych osób na świecie, nadal będę wpadał na Vine sprawdzić co dzieje się w #magic – co nowego wymyśliły osoby, które dzięki Vine zaistniały w sieci. Instagram tego nie powtórzy.

Gdzie jednak będziemy nagrywać filmy? Na Instagram. Czy Vine ma szanse przetrwać – ma, ale bardzo małe :( W każdym razie trzymam kciuki.

Zwykły wpis
Case Study

Scrabble WiFi

Za oknem pada deszcz, w głośnikach gra City and Colour, a ja chciałem Wam za serwować dawkę narzekania na temat branżuni. Pomyślałem jednak, że zdecydowanie lepiej będzie podzielić się z Wami czymś pozytywnym.

Ogilvy Paris przygotowało genialną akcję promującą grę Scrabble. O co chodziło? Tego dowiecie się z filmu:

Jak widać możliwa jest ciekawa akcja niestandardowa, która zawiera w sobie social insightsocial disadvantage, które w bardzo mocny sposób zostają wykorzystane do promowania produktu w tym wypadku gry Scrabble.

Mam nadzieję, że wkrótce w Polsce zobaczymy tego typu akcje, które nie będą kolejnym bezsensownym muralem, fotokodem na szczycie biurowca, czy w końcu wideo mappingiem, który nikogo nie interesuje. Scrabble dało ludziom prawdziwą wartość – darmowe WiFi, a co daje nam mural albo fotokod? W najlepszym wypadku informacje o jakiejś promocji.

Jakie cele realizowała akcja Scrabble WiFi? Na te pytania musicie sobie odpowiedzieć sami ;) Ja powiem jedynie, że na pewno nie było to zbieranie lajków, czy wzrost engagementu. Scrabble WiFi przekłada się w bezpośredni sposób na wyniki biznesowe, które nijak mają się do kochanych przez wielu fanów, lajków i innych super wskaźników.

Tym o to akcentem kończę ten ultra krótki i szybki wpis, i wracam do niedzielnego nic nie robienia.

Zwykły wpis
Refleksje, Social Media od Kuchni

Czego oczekują fani marek?

Nie wiem czy to zauważyliście, ale w momencie, gdy w Polsce pojawił się boom na Social Media często lansowano myśl (wśród klientów), że użytkownicy Facebooka nie chcą czytać na swoich news feedach o produktach marek. W zamian mieli się interesować treściami lifestyle’owymi… Czy tak jest? Dziś odpowiedź na to pytanie.

Nie ma czegoś takiego jak strategia social media

Wiele osób przygotowuje swoje strategie social mediowe, w chwili gdy tak naprawdę nie są one potrzebne. To co należy zrobić by angażować to dobrze zrozumieć biznes marki, której fanpage mamy poprowadzić. Zrozumienie celu, zrozumienie strategii marketingowej (w ujęciu holistycznym) jest tutaj kluczowe.
Czemu? Ponieważ użytkownicy Facebooka nie oczekują od nas naszych wymyślnych strategii.

Jeśli ktoś zostaje fanem marki PlayStation to oczekuje, że PlayStation będzie dostarczać mu informacji na swój temat – co nowego w PSN, jakie nowe gry wychodzą, kiedy premiera PS4.

Typowy wpis ściśle powiązany z PlayStation - przykład dobrego contentu, który realizuje strategię marki.

Typowy wpis ściśle powiązany z PlayStation – przykład dobrego contentu, który realizuje strategię marki.

Fan marki nie oczekuje od nas LOL contentu, ponieważ nie ma to żadnego związku z marką, której jest przecież fanem. Zdjęcia śmiesznych psów i kotów może w każdej chwili znaleźć np. na KWEJKu.

Jak zatem wygląda dobry social content?

Ano wygląda m.in. tak:

IKEA fanpage

IKEA tworzy LOL content w oparciu o produkty, które oferuje w swoich sklepach. Tak to się powinno robić.

Mentos Fanpage

Mentos PL bawi się swoim produktem. Wpis na dzień dziecka również może być wpisem produktowym.

To co widać na pierwszy rzut oka: marka na Facebooku musi realizować swoją strategię, a nie strategię wymyśloną przez agencję. W dużym stopniu upraszczając – na koniec dnia w końcu liczy się sprzedaż, a nie uwierzę, że kotki i pieski super sprzedają meble IKEA lub Mentosy.
To co również jest mocno widoczne – wpisy produktowe nie muszą być nudne i sztywne – IKEA bawi się swoim produktem inne marki robią to również nie prowadząc przy tym żenującego dialogu z fanami za pośrednictwem idiotycznych memów.

Jak tego nie robić?

Typowy LOL content z brandingiem - masakra!

Typowy LOL content z brandingiem – masakra!

Co poszło nie tak? Marka zdecydowała się na promocję siebie za pośrednictwem LOL contentu okraszonego nachalnym braningiem. WRONG! Tak nie powinno się robić, to że fan zobaczy charakterystyczny kapselek koło śmiesznej małpki nie sprawi wcale, że pobiegnie do sklepu kupić sok i zwiększy nam sprzedaż.

Niestety Tymbark nie jest wyjątkiem, ponieważ ciągle wiele fanpage’y swoją obecność w social media traktuje po macoszemu. Naprawdę, gdy myślę o polskich stronach na Facebooku (a o Twitterze, to już w ogóle) ciężko jest przytoczyć nazwę fanpage’a marki, który jest prowadzony od A do Z z głową ;)

Co innego jeśli chodzi o zachód – tu wymieniać mogę praktycznie bez końca np. Verizon, Red Bull, Coca-Cola, Best Buy, Starbucks, itd. Owszem to dość wyświechtane przykłady, ale mam wrażenie, że my w Polsce nadal nie rozumiemy co sprawia, że te strony robią na nas wrażenie, a ich polskie odpowiedniki budzą jedynie śmiech…

Realizuj strategię marki, a nie strategię social media

Kończąc ten trochę chaotyczny wpis, powtórzę coś o czym wspomniałem wcześniej. Nie ma czegoś takiego jak strategia social media – owszem możemy tworzyć plan komunikacji, harmonogram działań, etc., ale strategia obecności w SM powinna opierać się o całościową strategię marki. Jeśli ktoś z Was realizuje projekt social mediowy, który totalnie nie łączy się z tym jak marka jest pozycjonowana np. w telewizji, lub co mówi w danym okresie, to musicie wiedzieć jedno – robicie źle, robicie niemądrze.

Mam nadzieję, że z biegiem czasu zobaczymy więcej fanpage’y, które będą dostarczały świetne treści związane z marką, które nie wywołają u fanów grymasu na twarzy i myśli: “WTF? Co ja tutaj robię!”, ponieważ fani tak naprawdę oczekują od nas treści związanych z marką o czym potrafią od czasu, do czasu przypomnieć ;)

Zwykły wpis
Refleksje

Kilka słów o Polakach-haterach

Jeśli odpowiadacie za komunikację w internecie, a w szczególności w social media na pewno spotkaliście się z terminem hater. Kim jest hater, jak sobie z nim radzić i w końcu czy to wszystko ma sens? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w tym króciutkim wpisie. Będzie też błyskotliwa pointa ;)

Kim jest hater?

Myślę, że każdy sobie zadawał to pytanie, nie raz, ani nie dwa, ale setki razy – kim jest hater, który sprawia, że nasze życie wygląda jak koszmar?

Zastanawiałem się nad tym co mam powiedzieć Wam drodzy czytelnicy o haterach i doszedłem do wniosku, że najlepiej jeśli powiem Wam prawdę.

Hater to przeciętny Polak – niestety to smutne, ale prawdziwe. Myślę, że poziom nienawiści, który drzemie w naszym narodzie jest tak wysoki, że pozorna prywatność i anonimowość pomaga mu po prostu ulać się w jakiś sposób. Dzięki temu każdy, ale to dosłownie każdy może po kimś lub po czymś pojechać. Bez zahamowań, bez zbędnych ceregieli – takie rzucanie obelgami dla własnej wygody. Tacy jesteśmy i jeszcze długo tacy będziemy.

Czemu tak sądzę? Wystarczy spojrzeć na zjawisko popularności w sieci – gdy dana strona staje się popularna (zdobywa wielu czytelników/użytkowników) z miejsca większość zaczynają stanowić osoby, które krytykują każdy ruch autorów danego site’u. Nie jest tak? ;)

Jak radzić sobie z haterem?

Odpowiedź moim zdaniem jest prosta jak budowa cepa. Edukować, powolnie, z pozytywistycznym zacięciem. Niestety w naszym kraju w XXI w. nadal potrzebna jest praca u podstaw – w tej chwili potrzebujemy naszych rodaków nauczyć cieszenia się, pozytywnego myślenia, trzymania kciuków za innych, empatii, etc.

Tego nam brakuje i to sprawia, że tak często w sieci i w social mediach mamy do czynienia z nienawiścią i haterstwem. Praca, którą należy wykonać stoi po stronie wszystkich – agencji, firm i marek, a w końcu na każdym przeciętnym użytkowniku. Myślę, że jeszcze wiele wody w Wiśle upłynie zanim wszyscy pojmiemy, że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje.

Jak robić to w komunikacji marka-klient? Komunikować się z naszym haterem w sposób otwarty, nie zatajać informacji, nie wprowadzać w błąd i w końcu odnosić się do każdego z szacunkiem – tak jak sami chcielibyśmy być potraktowani. To oczywiste, ale naprawdę bardzo często o tym zapominamy.

Czy to wszystko ma sens?

Co jakiś czas zadaje sobie to pytanie. Czy to wszystko ma sens? Bo w końcu ile można się męczyć…

Gdy podczas pracy widzę poziom niektórych internautów, mam wrażenie, że pracuję w Zoo. Niestety, gdy wychodzę z pracy i chcę np. sprzedać coś na Allegro nie jest lepiej. Można pomyśleć, że społeczności amplifikują w Polsce chamstwo do poziomu, który dawno przebił się przez szczyt skali.

Tyczy to się wszystkich: trolli, bojowników o wolność, działaczy eko, “świadomych” konsumentów, sprzedawców oraz kupujących na Allegro, konkursowiczów, etc. Poziom dyskusji sięgnął już moim zdaniem rynsztoku. Ale czy to wszystko ma sens? Czy jest sens w tym trwać? Odpowiedź brzmi: tak.

Wytrwałość to praca, którą musimy wykonać by kolejnym pokoleniom żyło się lepiej. I tak nie jest tak źle jakby mogło być. Można również zaobserwować powolne cywilizowanie się, niektórych grup internatów, które jeszcze do niedawna  reprezentowały poziom -200.

Wniosek jest jeden. Musimy się uzbroić w cierpliwość i troszkę jeszcze poczekać, aż nasza sieć się ucywilizuje.

Na sam koniec w ramach pointy film, który pokazuje ile jeszcze musimy się jeszcze nauczyć. Ile razy musimy jeszcze jako naród internautów się potknąć, by przejrzeć na oczy.

PS Dodam jeszcze, że pisząc o chamstwie nie mam na myśli jedynie wulgarnego języka – to szczerze mówiąc średnio mi przeszkadza. Myślę bardziej o subtelnym i wyrachowanym chamstwie, którego niestety nie jestem w stanie zaakceptować.

“Dajcie mi laptopa, bo mi się należy, a jak nie to Was zniszczę na Facebooku!” – takich przykładów mogę podać setki, jeśli nie tysiące.

Zwykły wpis
Refleksje

Powolna ewolucja Google+

Tak się jakoś złożyło, że Google+ ma to nieszczęście, że musi konkurować z Facebookiem. Mówię o nieszczęściu, ponieważ od jakiegoś już czasu mam wrażenie, że Google+ nie odstaje za bardzo od Facebooka (jeśli patrzymy na te platformy z punktu widzenia przeciętnego użytkownika). Ba, dużo lepiej integruje się z YouTubem, Gmailem i kilkoma innymi usługami ze stajni Google… Co zatem sprawia, że Google’owi ciągle nie udaje się ożywić swojej cmentarnej społecznościówki?

Moje pytanie odpowiada w pewien sposób samo na siebie – ciężko jest bowiem tworzyć portal społecznościowy w opierciu o społeczność duchów. Obecnie wygląda to tak: Google stworzyło bardzo dobra infrastrukturę, z której nikt nie chce korzystać. Wygląda to tak, jakby dopiero co wybudowana autostrada A2 stała od roku pusta.

W związku z tym team Google zajmujący się Plusem postanowił przedstawić nam kilka nowości, które w dużej mierze sprowadzają się do dwóch feature’ów:

  1. Nowy wygląd całego serwisu – Google+ przypomina teraz trochę Pinterest, trochę aplikację mobilną Google+ znaną z tabletów – generalnie jest czytelnie, jest fajnie, dobrze się z tego korzysta. Wprowadzono też automatyczne tagi, które mają ułatwić użytkownikom znajdowanie postów, które dotyczą tematów, które ich interesują.
    Hangouty również doczekały się małego redesignu, który sprowadza się do tego, że Google Talk i Hangout to teraz jeden produkt. Swoją drogą dziwne, że inżynierowie Google nie wpadli na ten pomysł od razu.

    Nowy Google+

    Nowy wygląd Google+ zaprezentowany podczas Google I/O 2013

  2. Prawdziwym hitem jest jednak automatyczne poprawianie zdjęć podczas ich wgrywania na serwer. Już jakiś czas temu można było zauważyć, że Google+ w porównaniu do innych społecznościówek oferuje naprawdę bogaty zestaw narzędzi do poprawiania zdjęć, które wrzucamy na swój profil.
    W tej chwili cały ten proces zachodzi automatycznie w momencie wgrywania zdjęć do galerii. Google+ z automatu poprawi nasze zdjęcia, a następnie ułoży je tak by jak najlepiej się je oglądało (w sumie ciekawe na jakiej zasadzie jest to określane).Co to zmienia? Zmienia wszystko – nie znam osoby, która nie poprawiałaby w jakiś sposób swoich zdjęć przed wrzuceniem ich do sieci – po prostu każdy chce coś tam poprawić. W tej chwili dzieje się to wszystko w sposób magiczny. Słowo magiczny jest tu właśnie kluczem, bo w końcu okazuje się, że Google+ ma w sobie też coś magicznego, czego moim zdaniem brakowało.Jaki jest tego efekt? Ano taki:

    Zdjęcie poprawione przez algorytm Google+

Co się zatem stało? Google+ po raz pierwszy moim zdaniem w minimalnym stopniu jest miejscem, gdzie zachodzi magia – podobną magią dysponowało (a może nadal dysponuje) Apple – to magia sprzedaje tego typu produkty, a nie suche specyfikacje tworzone przez dział sprzedaży – czy Google’owi się uda i w końcu jego sieć społecznościowa odniesie sukces? Ciężko powiedzieć – w long term są na to szanse, ponieważ Google+ ma w końcu dwie rzeczy, które mogą przyciągnąć do niego użytkowników – Hangouts: magiczny komunikator, oraz Photos, które w magiczny sposób poprawiają jakość zdjęć.

Nie pozostaje nic innego, jak czekać na ruch Facebooka – myślę, że długo nie będzie pozostawał dłużny.

Zwykły wpis